Wielka piątka dla zajawkowiczów, czyli:
5 powodów dla których
warto mieć hobby!
Wszyscy mamy jakiegoś bakcyla. Niektórzy go skrzętnie skrywają, inni zaś emanują nim aż nadto. Jedno jest pewne - bakcyla warto mieć. A dlaczego? Już wyjaśniam:
1. Nowe znajomości
Wiadomo, że krąg zwolenników jakiejkolwiek pasji to bardzo hermetyczne
grono. Zwłaszcza, jeśli ta pasja wymaga od Ciebie dużo pracy i zaangażowania.
Nic bardziej nie łączy jak: bolące mięśnie, jak litry potu, czy jak strudzony
umysł. Wspólne tematy do rozmów, wspólne rozkminki. No ale co najważniejsze –
spędzacie duuużo czasu razem. Czy to na treningach, czy zgrupowaniach,
zawodach, turniejach, festynach, gdziekolwiek, gdzie będzie kierowało Was Wasze
hobby. Ja dzięki swojej młodzieńczej pasji, mam przy sobie swoją najlepszą
przyjaciółkę, a wierzcie mi- jest to nagroda lepsza, niż jakieś puchary, czy
medale ;)
2. Więcej czasu
Jak, to mówią – ‘im mniej masz czasu
tym masz go więcej’. Wynika to jedynie z tego, że im więcej zlecamy
sobie zadań i zajęć w ciągu dnia, tym więcej musimy włożyć energii w lepsze
zorganizowanie się. Wszyscy mamy obowiązki. Ten kto ich nie ma, niech pierwszy
rzuci kamieniem! To od nas samych zależy, czy między tymi obowiązkami, a
rzeczami oczywistymi, typu: siku-paciorek-i-spać, znajdziemy jeszcze czas na
rozwijanie swojego hobby. No ale przecież, to nasza zajawka – lubimy ją! – ten
wolny czas powinien być dla nas najmniejszym problemem? ;)
3. Uczucie spełnienia – nagroda za ciężką pracę
Spełnienie. Czym ono jest? Wiecie co? Dla sportowca, tancerza, czy choćby zawodowego gracza w warcaby, to taki
fajny stan nirwany. Nie osiągniecie go tak po protu, zwykłym pstryknięciem palca, czy
przysiadem. To taki stan, na którego pojawienie się musisz baaaardzo ciężko
pracować. (Uwaga! Nie tylko fizycznie!
Ale o tym w następnym podpunkcie) Po godzinach spędzonych na treningu, po
hektolitrach potu zgubionych na bieżni, po tysiącach minut główkowania nad tą
zasraną kostką rubika, czy po długich i ciężkich chwilach czytania o
kombinacjach szachowych. Nadchodzi ten upragniony, owiany nutką tajemniczości,
czas. Czas sprawdzenia się. Z reguły są to zawody, turnieje, ale dla mnie to są
też te przełomowe treningi- w których widzę, że mój poziom przeskoczył o
kolejny szczebel, że to moment, od którego mogę wymagać od siebie jeszcze
więcej.
4. Szlifujesz umiejętności – szlifujesz charakter.
Jak wspominałam już wcześniej –
zawody, czy turnieje, to czas przekonywania się o naszych umiejętnościach. Nie
zawsze osiągamy wtedy nirwanę, nie na każdym egzaminie nasze wypracowane
talenty będą odstawiały istny ramadan. Przychodzą też chwile zwątpienia,
porażek. Wiecie co wówczas robią pasjonaci? 99 procent z nich zabiera się za jeszcze cięższe, jeszcze bardziej krwawe i jeszcze bardziej wyczerpujące,
treningi. To prawdziwa próba charakteru. Czy poddasz się po jednym
niepowodzeniu, czy też nie. Moim zdaniem nie warto się poddawać. Każdy zasługuje na
drugą szansę. Będąc najostrzejszym krytykiem własnego losu, należy pamiętać też
o tym, że przemiana to proces długofalowy, a progres przychodzi znienacka ;)!
5. Wyróżniasz się z tłumu.
Nie chodzi o to, że masz coś na czole. Chodzi o to, że wyróżnia Ciebie jako
człowieka fakt, że masz jeszcze coś, oprócz pracy, rodziny, przyjaciół (chociaż
i to jest bardzo wiele!). Czas który wkładasz w samodoskonalenie się, to nigdy
nie jest stracony czas. Stracony czas, to ten, który byś spędził przed
telewizorem, pijąc piwo i jedząc orzeszki – całymi dniami. To właśnie Ciebie
wyróżnia, wiesz? Że lubisz piwo, ba! Nawet przepadasz za orzeszkami. A telewizja może i ogłupia, ale od czasu do
czasu nie zaszkodzi. Wyróżnia Cie to, że Ty te rzeczy traktujesz jako nagrodę.
Odskocznię od codzienności. I to jest fajne. Nie sądzisz?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz